Wczorajszego wieczoru wziąłem w ręce „ Wywiad z wampirem” autorstwa znanej pisarki Ann Rice. Pamiętam kiedyś film oparty właśnie na fabule książki. Główne role obsadzone były przez Toma Cruisa oraz Brada Pitta. O wiele bardziej podoba mi się książka niż sam film. Przede wszystkim film pominął dość istotne wątki…jak chociażby podróż Louisa i Claudii po Europie . Transylwania, Europa Środkowowschodnia – o losach tych obydwu postaci w tych regionach praktycznie nic nie ma. Oboje pojawiają się w Paryżu, gdzie natrafiają na groźnego Armanda na przedstawieniu teatralnym w Theatres des Vampires. Tak de facto….istnieje nawet taki zespół. Książka wciąga. Przekonałem się do przeczytania całego cyklu. Następnego dnia byłem trochę nieżywy, gdyż siedziałem przy książce do 2 w nocy. W szkole byłem półprzytomny. Całe szczęście nie zaliczaliśmy żadnej kartkówki, sprawdzianu czy czegoś takiego. W samo południe postanowiłem się jakoś doenergetyzować.

Nie było pod ręką żadnej kawy, więc wybór padł na napój energetyczny. Udałem się na przerwie do sklepu oddalonego po drugiej stronie ulicy. Drzwi szklane zostały otwarte przez paru ziomków ze szkoły. Ten sklep tak nawiasem mówiąc posiada stałych klientów w postaci uczniów ze szkoły. Towar jest tańszy niż w szkolnym sklepiku, więc nie ma co się tak ogólnie dziwić. Ledwo zdążyłem na zajęcia. Po lekcji wziąłem parę głębszych łyków tigera mając nadzieje na jakieś ożywienie. Chociaż minimalne. W jakimś tam stopniu mnie to pobudziło. Bez rewelacji, ale jednak. Po lekcjach szedłem w kierunku domu w towarzystwie miłych koleżanek z klasy . Tak de facto, jedna z nich jest moją sąsiadką o czym dowiedziałem się dzisiaj. Ogólnie po powrocie do domu nie było bata, musiałem się przespać. Zyskać trochę sił witalnych, bo póki co byłem nie do życia.