Szkoła, przeziębienie – normalne koleje losu

Ogólnie do weekendu byłem zaprzątnięty nauką. Nie lubię uczucia jakiejkolwiek zależności od kogokolwiek. Nie chce pokładać nadziei ze strony ludzi ze swojej klasy jeżeli chodzi o pomoc w nauce, czy udostępnienie materiałów, dzięki którym będę w stanie czegokolwiek się nauczyć. Właśnie dlatego staram się być codziennie w szkole, a nie w kratkę. Zdam chociażby na tróje i mam święty spokój. Zaległości to potworna sprawa. Męcząca strasznie. Im ich więcej tym gorzej. Piątek po zajęciach przeznaczyłem już tylko wyłącznie dla siebie. Niedawno kupiłem od znajomego grającego w jednym szkolnym zespole gitarę marki Dimavera. Zacząłem uczyć się na niej grać. Początek był naprawdę chaotyczny i ciężki. Nie wychodziło mi dosłownie nic a nic. W końcu się wkurzyłem. Tak przecież wiecznie być nie może. Dziwie się, że nie posiadając jeszcze wzmacniacza jestem w stanie cokolwiek zagrać. Bez tego brzmi normalnie w miarę. W końcu wziąłem się za konkrety.

6E32F88B-48A6-471D-B60E-1C8048028AE8

Ściągnąłem zapisy tabulatorowe i usiłowałem coś z nich pojąć. Po opanowaniu teorii wziąłem się za proste ćwiczenia. Kto by pomyślał, że tyle radości przyniesie mi płynne zagranie „ Wlazł kotek” czy „Panie Janie”. Od czegoś trzeba zacząć. Nie o to mi głównie chodziło, ale przynajmniej orientuje się w korzystaniu z tabów. W następnej kolejności zajmę się nauką utworu „ Nothing Else Matters” . Udałem się później w kierunku apteki zakupić jakieś leki na przeziębienia, gdyż niestety coś zaczęło mnie łapać. Uroki okresu zimowego.  Drzwi szklane ukazywały wnętrze hermetycznej i sterylnej wręcz apteki. Zapytałem o polopirynę i febrisan. Mam nadzieje, że uda mi się pozbyć wkrótce kataru, który zaczął mnie dzisiaj męczyć. Po powrocie do domu zażyłem leki i położyłęm się do łóżka. Odpaliłem z mp3 z Agathodoimon. Słuchając usnąłem.